fbpx
jak radzić sobie z porażkami

Jak radzić sobie z porażkami? 8 skutecznych sposobów

Czym jest dla Ciebie porażka? Co musi się stać by dostało taką etykietę? A przede wszystkim, jeżeli już nazwiesz coś porażką, to jak sobie z nią radzisz? Pozwól, że podzielę się z Tobą trochę innym spojrzeniem na niepowodzenia i na to jak radzić sobie z porażkami. A może już dawno odkryłaś, że to o to chodzi i czytając będziesz z akceptacją kiwać głową, że przecież to oczywiste. Okazuje się, że wcale nie takie oczywiste, a przynajmniej nie dla wszystkich.

Jak radzić sobie z porażkami – daj sobie czas

Zacznijmy od początku. Coś się wydarzyło, a Ty nazwałaś to porażką. I w porządku. I absolutnie nie będę Cię zachęcać do tego, by do razu przejść do hurraoptymistycznego spojrzenia i wmawiania sobie, że nic się nie stało, ani nie zarzucę Cię metodami jak radzić sobie z porażkami. Dla Ciebie coś się stało. I nie ważne jaki ma kaliber. Z jakiś względów nazwałaś to porażką.

A skoro nazwałaś to w ten sposób, to znaczy, że wywołuje to w Tobie pewne emocje i najprawdopodobniej są to emocji z serii tzw. negatywnych (tak zwanych, bo emocje nie są ani negatywne, ani pozytywne, wszystkie są po coś, ale dziś nie o tym).

Daj sobie na nie czas. To normalne, że czujesz smutek czy złość. Dlatego pozwól sobie na smuteczki, zwierz się empatycznej osobie, która Cię wysłucha, a nie będzie Ci doradzać. Nie zaprzeczaj, nie wypieraj, nie zamiataj pod dywan.

Wyleź już z tej przeszłości

Nadchodzi jednak moment, kiedy smuteczki już niczemu nie służą i czas ruszyć dalej. Dlatego, o ile nie masz wehikułu czasu, to za długo nie siedź w przeszłości, bo ona już minęła i nic nie zmienisz. Wybierz moment, w którym przestaniesz ciągle na nowo odtwarzać w swojej głowie przebieg wydarzeń lub wyobrażać sobie co by było, gdybyś zrobiła inaczej. Nie masz już szans tego zmienić. Szkoda na to energii i czasu. To co możesz zrobić to zmienić swoje nastawienie i interpretację. Bo chociaż nie zawsze masz wpływ na to co Ci się przydarza, to decyzja co z tym zrobić należy tylko do Ciebie.

I co teraz?

Po okresie „żałoby” skup się na analizie. Co poszło nie tak, a przede wszystkim czy faktycznie wszystko poszło nie tak? Bo może pomimo ostatecznego wyniku po drodze czegoś się nauczyłaś, kogoś poznałaś, coś osiągnęłaś. Co możesz zrobić inaczej następnym razem?

To jest bardzo ważne pytanie, bo pozwala uniknąć pułapki powtarzania tego samego błędu.

Potraktuj porażkę jak informację zwrotną. Oceń fakty na zimno.

To już się stało. Teraz możesz jedynie wyciągnąć wnioski. Oczywiście te wnioski będą różne. Porażka może dotyczyć powtarzalnych czynności i wtedy faktycznie pytaj siebie jak możesz udoskonalić swoje działanie. Co robić, a co odpuścić następnym razem. Potraktuj to jako proces uczenia się.

Czasem jest to unikalne wydarzenie i wtedy nie zawsze można wyciągnąć wnioski na przyszłość, bo nie jest to coś powtarzalnego. Wtedy zadawaj sobie pytania co było w tym dobrego, jakie pozytywy możesz z tego wyciągnąć. Może zrezygnowałaś z czegoś, ale dzięki temu spędziłaś super czas z rodziną, miałaś fajną rozmowę, która dała Ci kopa do działania, a może po prostu bardziej potrzebowałaś odpoczynku. A może poznałaś kogoś interesującego lub po prostu to nie był dobry czas by coś osiągnąć.

I jeszcze jedno, porażka to tylko jakieś wydarzenie, które tak nazwałaś. To nie jesteś Ty i to nie jest Twoja cecha. Skup się więc na faktach, a nie dowalaniu sobie.

Jak radzić sobie z porażkami – praktyka

Muszę przyznać, że mam to trochę z automatu, a trochę nauczyłam się tego robić. To nie znaczy, że nie przeżywam porażek czy nie wyciągam z nich wniosków. Bardzo szybko zmieniam jednak myślenie, że w tym momencie to było najlepsze możliwe rozwiązanie. Że widocznie w danej chwili nie miałam potencjału na więcej.

Jeżeli nie masz tego z automatu, to temu również służy analiza. I właśnie analizą udoskonalam ten proces, a Ty możesz go w ten sposób wprowadzić do swojego życia.

Żeby nie być gołosłowną dam Ci przykłady z mojego życia.

Jak to ze mną było

Przykład 1

Długo starałam się o dziecko. Porażka, stracony czas? W tym czasie odkryłam, co naprawdę chcę robić w życiu. Pomogły mi w tym między innymi Pytania Mocy. Możesz pobrać je tutaj.

Poza tym, jestem dojrzalszą i bardziej gotową do macierzyństwa mamą. Ponieważ odkryłam co chcę robić, w czasie urlopu macierzyńskiego mogłam nad tym pracować (tutaj piszę jak to robię). Na zajęciach dla dziewczyn starających się o dziecko poznałam fajne dziewczyny, z którymi spotykam się do dziś. Nabrałam pokory.

Przykład 2

Przed trzyletnią podróżą dookoła świata (www.pocztowkizpodrozy.pl) zostałam zwolniona z pracy. Przeżywałam to, uderzyło to w moje poczucie kompetencji, ale dzięki temu miałam kilka miesięcy płatnego wypowiedzenia (taka oferta nie do odrzucenia, gdy nie ma za specjalnie podstaw do zwolnienia, a po prostu niewłaściwej osobie zalazło się za skórę 🙂 ).

Miałam czas na zrobienie prawka na motocykl i przygotowania do podróży. I jeszcze mi za to płacili. Kompetencje? Tu nie chodziło o kompetencje. Ja nie chciałam tak pracować. W tej konkretnej pracy byłam tylko wyłącznie dla pieniędzy. Nauczyłam się, że jeżeli kasa jest jedyną motywacją, to robota będzie porażką, że nie warto robić tego, co Cię w ogóle nie kręci. Przekonałam się, że zależy mi na tym, żebym mogła być sobą i nie musiała trzymać kija w zadku. A poza tym i tak miałam się zwolnić kilka miesięcy później, bo mieliśmy już wyznaczoną datę wyjazdu.

Przykład 3

Gdy dostawałam się na studia w Holandii musiałam mieć odpowiedni wynik z egzaminu z angielskiego. Zabrakło mi raptem paru punktów i musiałam podejść do kolejnego egzaminu. I bardzo dobrze, bo to oznaczało, że przez kolejne miesiące wkuwałam i później było mi o wiele łatwiej uczyć się po angielsku. Korespondowałam w tej sprawie z babką od rekrutacji i już przed studiami miałam pewność, że dziekanat w Holandii nie ma nic wspólnego z napuszonym dziekanatem i paniami-urzędniczkami z poprzedniego systemu na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wiedziałam, że jak tam przyjadę spotkam się z przyjaznym i wyluzowanym przyjęciem.

Przykład 4

Zabrakło mi jednego punktu by dostać się na aplikację radcowską. Skutek? Musiałam zdawać za rok jeszcze raz, ale w międzyczasie wygrałam sprawę przed Naczelnym Sądem Administracyjnym, co dało mi ogromną satysfakcję. Wyrok dostałam już po drugim podejściu do egzaminu, ale dzięki temu nie był on już tak istotny, bo zawsze miałam plan awaryjny w postaci przyjęcia na podstawie wyroku. Na zajęcia chodziłam ze znajomymi osobami, co bardzo potem ułatwiło uczenie się i zdawanie egzaminów. No i poznałam tych, a nie innych ludzi.

Jak radzić sobie z porażkami – z pokorą

Pamiętaj jednak, że nie da się nauczyć raz na całe życie. Kolejna sytuacja, nawet podobna, nie będzie identyczna. I chociaż wdrożysz wnioski, które wyciągnęłaś z poprzednich sytuacji, to i tak coś może pójść nie tak. To czyni życie trudniejszym, ale też ciekawszym.

Poza tym, jesteś człowiekiem i jeżeli przytrafi Ci się coś trudnego to będziesz to przeżywać i będziesz potrzebowała kolejnej analizy. Odpuść sobie myślenie, że zawsze wszystko będzie szło gładko. Im więcej będziesz robić w życiu, tym bardziej narażasz się na porażki.

Jeżeli zależy Ci na życiu bez porażek to usiądź na tyłku i nic nie rób.

Jak radzić sobie z porażkami – najpierw poradź sobie ze wstydem

Często w porażkach najtrudniejszy jest wstyd. Bo ludzie po swojemu to ocenią, obgadają za plecami, będą się cieszyć, że Ci się nie udało. Tutaj bardzo polecam książki Brené Brown, szczególnie „Z wielką odwagą”.

Wstyd tak długo ma nad nami władzę, jak długo chcemy zachować coś w tajemnicy. Przyznanie się do tego co nas zawstydza jest oznaką wrażliwości i aktem odwagi.

A najlepszym sposobem na wstyd jest przyznanie się wrażliwej i empatycznej osobie, takiej która wykaże zrozumienie. I jeszcze mówienie do siebie tak jakbyśmy mówili do ukochanej osoby, którą chcemy pocieszyć i dobrze jej życzymy. Przyznanie się, że jestem człowiekiem, a ludzie popełniają błędy.

Kiedy sama przyznasz się do swojej porażki, opowiesz o niej swoimi słowami, bierzesz za nią odpowiedzialność i to Ty masz nad nią władzę. To Twoja wersja jest prawdziwa, bo to Twoje doświadczenie.

Oceny

Nie musisz ponosić porażki by spotkać się z oceną innych. Jednak może być ona bardziej bolesna, gdy coś nie poszło tak jak chciałaś. To też poznałam u Brené – nie pozwól by miała na Ciebie wpływ krytyka ludzi spoza areny. Co to znaczy? Jeżeli ktoś nie robi tego co Ty, nie zna się na tym, a jeszcze częściej w ogóle niewiele robi, to nie jest na tej samej arenie. Krytyka czy ocena takiej osoby nie mają żadnego znaczenia. Bo nie ma pojęcia o czym mówi. Nie zna się. Dla mnie te słowa działają magicznie – „on/ona jest spoza areny” i pozamiatane.

Czasem ta krytyka pochodzi od bliskich. Wbrew pozorom ona często wypływa z dobrych intencji. Bliscy chcę nas chronić przed kolejnym wstydem, przed cierpieniem z powodu kolejnej porażki. Wolą, żebyś nic nie robiła, bo wtedy jesteś „bezpieczna”. Nie narażasz się na porażki. Bliscy jednak przeważnie też są spoza areny. Przyjmij więc, że robią to z troski i odpuść.

Jedyna krytyka, którą warto przyjąć to ta od eksperta lub kogoś, kto jest dla Ciebie autorytetem (ale autorytetem z areny!). Możesz jednak oczekiwać, że wtedy będzie to krytyka konstruktywna, nawet jeżeli trudna. Bardziej nauka niż ocena.

A poza tym, nie przesadzałabym. Ludzie naprawdę myślą głównie o sobie. Poświęcają bardzo mało czasu na myślenie o innych, a szczególnie o ich porażkach. Warto o tym pamiętać, szczególnie, gdy to obawa przed porażką i wstydem powstrzymuje Cię od działania.

Zawsze jest jakieś wyjście

Jestem przekonana, że nie ma porażek totalnych. Ok, no może jeżeli wynikiem porażki jest śmierć, to faktycznie niewiele już się da zrobić, ale w każdym innym wypadku zawsze jest jakieś wyjście. Można inaczej, można od nowa, można jeszcze raz.

I jeżeli faktycznie zależy Ci na celu, to to zrobisz. Podniesiesz się i będziesz działać dalej, poszukasz kolejnych sposobów. Myślenie, że za późno, że jestem za stara weryfikuje się, gdy spędzimy czas bez działania i nagle okaże się, że w wieku 40 lat wcale nie czuję się bardziej stara niż w wieku 35 lat. Osoby aktywne z reguły do końca życia mają co robić i widzą w tym sens.

Porażka jako krok milowy

Na zakończenie opowiem Ci jeszcze o traktowaniu przeszłości. Bo można o niej myśleć jako o porażce, bo była nie taka jak oczekiwałaś, albo zupełnie inaczej. Wolę myśleć o przeszłości, w tym o porażkach, błędach i głupotach, które popełniłam (a wierz mi, było tego trochę), jako o krokach na drodze do tego, gdzie jestem dziś. Przeszłość stanowi mój zasób. To ona ukształtowała mój charakter, to kim teraz jestem.

Trochę jak efekt motyla. Gdyby nie nastąpiło jedno wydarzenie, to teraźniejszość wyglądałaby inaczej. To przeszłość ukształtowała mnie taką jaka jestem teraz. Gdybym nie popełniła tych błędów, podjęła kiedyś inne decyzje, byłabym teraz w innym miejscu. Nie w lepszym lub gorszym, ale innym. Staram się pamiętać, że jeżeli nie zrobiłam czegoś w przeszłości, albo coś mi nie wyszło, to najwyraźniej nie miałam do tego potencjału. Bez sensu jest więc mówić „trzeba było”, „mogłam zrobić to wcześniej/inaczej”. Nie mogłam. Brakowało jakiegoś klocka, który dołączył do układanki dziś. Gdybym mogła, to bym zrobiła.

Dlatego tak ważne jest by skupić się na tym co jest teraz, bo tylko teraz możesz podjąć działania. Nie da się zrobić czegoś wczoraj i nie da się zrobić czegoś jutro. Tylko teraz, w tej konkretnej chwili możesz coś zrobić. Od Ciebie zależy czy będzie to przeżywanie porażki w nieskończoność, czy wyciągnięcie wniosków i dalsze działanie.

TO CO, PITOLIMY CZY ROBIMY?

Uzupełnij listę, napisz jak według Ciebie warto radzić sobie z porażkami. Każdy sposób jest cenny, ja też chętnie nauczę się nowych.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *